Home
ZolV
Zasoby

tytuł:  Sanatorium psychiczne

      - Może na początek należałoby odpukać w nie malowane? Bo wygląda na to, że wreszcie zaczęliście robić najprawdziwszą karierę...
     - Nie wiemy, czy to kariera. Na pewno powiększa się grono odbiorców naszej sztuki, tego, co robimy od lat. Wynika z tego życie łatwiejsze ekonomicznie. Bo o zaspokojenie próżności artystycznej chyba już nikt z nas nie zabiega. Znamy  od jakiegoś już czasu własną wartość, mamy za sobą najróżniejsze konkursy i festiwale, mamy uznanie środowiska i uznanie ludzi, z którymi żyjemy na co dzień w Olsztynie. Ale to wszystko nie mieści się chyba w kategoriach kariery. Bo kariera to coś, co nagle i nie wiadomo dlaczego się pojawia...

    - Wy jesteście jednak przykładem, że można ją sobie wypracować! Nie powiem już, że z trudem i mozołem...
    - Fakt, że idziemy specyficzną drogą. Dlatego, że siedzimy poza ośrodkami, które promują i które nagle windują Bogu ducha winnego człowieka, osadzając go w rzeczywistości, której nie zna i nie rozumie. Stąd gwiazdy jednego przeboju, które gwałtownie wschodzą i gwałtownie znikają. Bo byty potrzebne do zrobienia przez kogoś interesu. Z nami jest inaczej. Myśmy ze swojego zawodu zrobili sposób na życie, to wręcz swoista filozofia, którą wyznajemy nie tylko na estradzie. Pozostaliśmy na peryferiach Polski i to był świadomy wybór. Chcieliśmy być i żyć u siebie, nie emigrować na obczyznę. Nie dopuścić do tego, by cała para poszła, w gwizdek, w to, że się w tym obcym świecie w ogóle utrzymać.

     - Gdybym was nie znała, pomyślałabym, że dorabiacie sobie ideologię. Że skoro nie od razu udało się zawojować świat, to trzeba jakoś to zracjonalizować.
    - I tak można to też tłumaczyć. Ale to, co robimy, to nie jest cyniczne odcinanie kuponów finansowych z jakiegoś talentu. To naprawdę sposób na życie. Byliśmy i jesteśmy na uboczu wielkiej polityki i wielkiej sztuki, możemy więc sobie dłubać ot tak, dla siebie. A teraz okazuje się, że ta pasza, dłubanina jest jakąś wartością również dla innych ludzi. Rozsmakowują się w tym, co robimy. Chyba zwyczajnie zaspokajamy jakieś potrzeby psychiczne dzisiejszego człowieka. Każdy z nas jest takim emigrantem, który usiłuje znaleźć się .w nowej ekonomicznie rzeczywistości. To, co przechodzimy, to rewolucja osobowości. My - ze swoją twórczością  znaleźliśmy się gdzieś na granicy prawdziwych potrzeb i odczuć ludzi. Stąd zapewne to pozytywne postrzeganie naszego zespołu.

     - Zainteresowanie wami wzrosło od momentu, gdy zaczęła pokazywać was telewizja. Na FAMIE na przykład graliście pierwsze skrzypce. Jak do tego doszło?
     - Złożyła się na to nasza wieloletnia praca. W końcu "Czerwony Tulipan" występuje już jedenaście lat. W zeszłym roku współtworzyliśmy jubileuszową FAMĘ. Przy okazji odkryła nas dla siebie telewizja. I jeszcze parę osób przekonało się, że "Czerwony Tulipan" to nie tylko piosenka "Jedyne co mam"..

   - Dlaczego jednak na małym ekranie wypadacie tak jakoś niemrawo? Na koncertach jesteście bardziej żywiołowi, bardziej "energetyczni".

     - Dotyczy to wszystkich artystów. Każdego trzeba umieć sfilmować, by oddać swoisty nastrój, dźwięk, emocje. Na żywo wypadamy dużo, dużo lepiej. Koncerty traktujemy jako rodzaj spotkań terapeutycznych. Telewizja tego nic potrafi przekazać.

 

     - Czyli trzeba mieć talent do wszystkiego?
     - Otóż to!

    - Wspominaliście o sposobie na życie, o filozofii, teraz o terapii. A Wiesław Nideraus nazywa wasz zespól "sanatorium psychicznym". To chyba nie przypadek?
    - Nie! Nasza filozofia jest filozofią dla łagodnych. Energia, która towarzyszy wszystkim naszym działaniom, zawsze jest pozytywna i twórcza. Akceptujemy świat i ludzi, każdego z osobna i wszystkich razem. Z całą premedytacji grzebiemy w uczuciach i odczuciach ludzi. Kiedy wychodzimy na estradę, to nie chcemy widzom zapewnić wyłącznie rozrywki, to ma być rodzaj terapii psychicznej. I jeżeli po koncercie nasz widz jest pogodny, choćby tylko dziesięć minut, to świat staje się lepszy. Pozytywne myślenie działa cuda. Może dzięki nam uda się komuś spojrzeć na siebie i na innych inaczej, bardziej twórczo? Może przebuduje swoje życie? Zależy nam na takim właśnie oddziaływaniu. Sami jesteśmy szczęśliwymi ludźmi, bo robimy to, co kochamy...

    - Dysponując taką siłą głosów i talentów nie próbowaliście skręcić w inny kanał muzyczny'' Piosenka artystyczna to jedyne, co was cieszy?
    - Najbardziej to lubimy, ale jak będzie potrzeba, to zaśpiewamy wszystko. Rocka też.

     - Od swetrowej publiczno-ści, od poezji śpiewanej odda-lacie się jednak coraz bardziej.
     -  Zaspokajamy jednak i ich gusta. Nasz, skromnie mówiąc fenomen, polega na tym, że docieramy do różnych grup wiekowych i ci rożnych kół zainteresowań. Potrafimy śpiewać w wymiarze swetrowym", potrafimy na popowo, umiemy poddżezować, bawimy się w piosenkę kabaretową. To powoduje, że wszędzie jesteśmy odbierani jako swoi ludzie.

    - Dlaczego w takim razie nie było was podczas tego-rocznych Spotkań Zamkowych?
    - Raz, że byliśmy wówczas na FAMIE, a dwa, że nie zaproszono nas na Spotkania.

    - Czyżby odezwała się już środowiskowa zawiść?
    - Nie, myślimy, że organizatorzy wychodzili z założenia, że skoro mają nas na co dzień, to od święta już nie muszą. I poniekąd mają rację. 
Nam zależy, by spotkania kwitły, by były najwykwintniejszą imprezą tego typu w kraju. Co do zawiści, -- nawet, jeśli takie uczucia się pojawią, to są przez nas rozładowywane i zamieniane na uczucia bardziej pozytywne. Na przyjaźń i współpracę, w tak małym środowisku zawiść nie ma prawa bytu. Tylko wspólnie sprawimy, że o Olsztynie stanie się głośno. My jesteśmy już na takim etapie, że możemy promować młodych ludzi. I dlatego na FAMIE znalazł się kawał Olsztyna. Mieliśmy wpływ na obsadę koncertu i stąd obecność Basi Raduszkiewicz, Wiesia Niderausa, Kaczek z Nowej Paczki.

    - Strasznie poważna rozmowa nam wyszła. Może więc na koniec coś o planach fonograficznych?
     - We wrześniu olsztyńskiej publiczności przedstawimy swój nowy program Czerwony Tulipan erotycznie. Większość tekstów jest autorstwa Jerzego Ignaciuka. Wiosną przyszłego roku ten materiał ukaże się na płycie kompaktowej.
 

 Z Ewą CICHOCKĄ
Krystyną ŚWIĄTECKĄ
Stefanem BRZOZOWSKIM
i Andrzejem CZAMARĄ
rozmawiała
Rina BURZYK
Gazeta Olsztyńska
Rina BURZYK
Artykuly
1997-lut-21 Mister Tulipan odkrywa Amerykę
1996-sie-09 Sanatorium psychiczne
1995-lis-23 Nie je, nie pije, a śpiewa i żyje...
1995-lis-16 Kołysanie, szczytowanie
1995-sie-31 Z olsztyńskiego księstwa do krakowskiego amfiteatru
1995-sie-16 Wieczór z "Czerwonym Tulipanem"
1995-lip-11 Artyści w górę - "Czerwony Tulipan" z kompaktem
1995-lip-11 Neptun docenił - "Czerwony Tulipan" z kompaktem
1995-cze-02 Dyskretny urok melancholii
1995-maj-12 Struny Stefana
1995-sty-25 POGADAJMY PRZY KAWIE z Ewą Cichocką
1994-sie-17 Olsztyński zamek jeszcze stoi
1994-sie-01 Do czterech razy Sztuka
1994-lip-01 Prowokacja poezją
1994-maj-06 Ja chcę wzruszać
1988-lis-17 Czerwony Tulipan rozkwitł w Łodzi
0001-sty-01 Przenieście nam stolicę do Olsztyna


Copyright © 2001 version 0.9pre1  Czas generowania strony: 0.020852 sekund