Home
ZolV
Zasoby

tytuł:  Nie je, nie pije, a śpiewa i żyje...

    - Znamy cię wszyscy jako atrystkę z upodobaniami do ekstrawaganckich ciuchów. A teraz doszły nas słuchy, że odwiedzasz siłownię, dbając o kondycję aż do bólu. Czy to prawda ? 

    - Prawda, że aż do bólu. Mięśni. Jestem zwichnięta na punkcie ruchu. Mięśnie mnie swędzą, gdy za długo odpoczywają. Naprawdę! Myślę, że  to się wzięło z czasów, gdy byłam jeszcze młodą dziewczyną. Ech... Przez dziesięć lat wyczynowo tańczyłam w "Mirażu". Sądziłam, że z tańcem "parowym", czyli towarzyskim, będę związana już zawsze. Stało się inaczej. Ale muszę się ruszać, w przeciwnym wypadku czuję się jak kluska. Ciężko mi się zgiąć, ciężko podbiec do autobusu, chociaż niby nie tyję. Inna sprawa, że z wiekiem utrzymanie dobrej kondycji jest coraz trudniejsze, wymaga większego wysiłku. Staram się więc robić różne rzeczy. Mam to szczęście, że świetnie mieszkam, niedaleko Nowotelu, blisko lasu. Mogę więc rano założyć dres i pobiegać. 

    - Codziennie to robisz? 

    - Przynajmniej się staram. Nie zawsze pozwala mi na to praca. Jeśli wyjeżdżam o siódmej do Warszawy, to nie wstaje o piątej. O nie! Kiedy zaczynałam biegać kilka lat temu, to nie było osoby, która nie zareagowałaby na mój widok stukaniem się w czoło. Albo komentarzem - Te, lalunia, może ja pomogę ci schudnąć? Dziś już nikt się nie dziwi, biega ze mną coraz więcej młodszych ludzi. Może to szpan, może moda, ale tak, czy siak cieszy. To nie zaszkodzi w żadnym wypadku. Podobało mi się to, co powiedziała kiedyś Aleksandra Laska - że nie ma takiej kobiety, która nie mogłaby schudnąć o pięć kilo! Ja mogłabym schudnąć znacznie więcej... 

     - Bieganie ci nie wystarcza? Po co jeszcze aerobik i "pakownia"? 

    - Samej jakoś nie chce mi się gimnastykować. Dwa razy w tygodniu chodzę na grupowe zajęcia - aerobiku właśnie. I od czasu do czasu do siłowni. Ale za tym akurat nie przepadam. Czuję się tam trochę jak natręt, czuję, że przeszkadzam młodym chłopcom, którzy "pakują na masę i na rzeźbę". Wprawdzie ćwiczenia siłowe uprawia trochę kobiet, ale sporadycznie. Nie ma jeszcze u nas takiego prawdziwego fitness studio, do którego przychodzi się o dowolnej porze i ma do wyboru różne formy ćwiczeń. 
 

    - Czyli nie marzysz o sylwetce damskiego Schwarzeneggera?

   - O nie! Chcę być tylko sprawna, zgrabna...

   - O nie! Chcę być tylko sprawna, zgrabna... 

   - ... i powabna?

    - O to, to! 

    - Podobno stosujesz również głodówki. Dla linii?

    - Dla oczyszczenia organizmu z różnych paskudztw, z różnych toksyn. To przyszło mi z wiekiem, Zaczęłam się przysłuchiwać się swojemu organizmowi, zaczęłam obserwować, jak dieta wpływa na moje zdrowie. Wprawdzie to nie żadne odkrycie, ale sama doszłam do wniosku, że  jesteśmy tym, co jemy. Wpadła mi kiedyś w ręce książka pod tytułem "Głodówka zdrowotna". Zapaliłam się do tego i postanowiłam spróbować, przekonać się, czy to rzeczywiście taka totalna odnowa. 

    - Zdania na temat dobrowolnej głodówki są podzielone. Nie powinni na przykład stosować jej młodzi ludzie.

    - Jasne, że organizmu, który dopiero się buduje, nie wolno niszczyć głodowaniem. Ale w wieku starczym?...
 

 

 Przekonałam się, że kilku- lub kilkunastodniowa głodówka sprawia, że czuję się jak nowa. stosuję ją więc co siedem - osiem miesięcy. Ostatnio nie jadłam dwanaście dni. Piłam tylko wodę mineralną i soki owocowe. 

    - I miałaś siłę przebierać nogami?!

    - Tak. Bo do niejedzenia trzeba się nastawić psychicznie, przygotować. W końcu wszystko zaczyna się w mózgu. Mówię sobie: Od dziś, Cichocka, nie jemy! I nie czuję głodu. 

    - A siedząc w jedzącym towarzystwie nie wypalasz śliną dziur w dywanie?

    - A skąd! Patrzę na nich z politowaniem, czuję się lepsza, myśląc w duchu: Mój Boże, tak się opychają! Jak zwierzęta... (śmiech) 

    - I jakie są efekty tego umartwiania się?

    - Kiedy ja wcale się nie umartwiam. Kiedy organizm nie dostaje z zewnątrz pożywienia, zaczyna odżywiać się tym, co jest w środku. 

    - Zjada sam siebie? To już czysty horror!

     Ale zaczyna od tego, co złe. W ten sposób likwiduję diabła w sobie... A kiedy ósmego dnia głodówki wychodzę na ulicę i nabieram powietrza w płuca czuję się świetnie, jak roślina. Bo odżywiam się przecież energią słoneczną... 

    - No to musisz uważać, fotosynteza wywołuje zielone zabarwienie...

    - Dlatego nie pójdę w ślady mego idola, pewnego Hindusa, który nie jadł siedemdziesiąt sześć dni. I przeżył, nie wiem, w jakim kolorze, ale jelita miał grubości ołówkowego grafitu. 

    - A może udałoby ci się w ogóle odzwyczaić od jedzenia? To by było bardzo ekonomiczne.

    - Raczej nie spróbuję. Ale tymczasem próbuję - od dwóch tygodni mniej więcej nie jeść mięsa. Zobaczę, jak odbierze to mój organizm. 

    - Artyści estradowi kojarzą się raczej z nadużywaniem różnych niezdrowych rzeczy. Ty dbasz o siebie perfekcyjnie. Jeśli jeszcze powiesz, że nie palisz i nie pijesz...

    - Palenie musiałam rzucić, mimo że to lubiłam. Po piętnastu latach nie było mi łatwo rozstać się z nałogiem, ale musiałam wybrać między papierosem a śpiewem. Czyli - nie miałam wyboru. Co do alkoholu - uważam, że wszystko dla ludzi, byle w miarę. I nie powiem, że czasem nie wypiję... A dbać o siebie muszę nie tylko dlatego, że pokazuję się publicznie i moim obowiązkiem jest trzymanie pewnych norm estetycznych, pewnych wymiarów. Robię to dla swego dobrego samopoczucia. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła być tłusta, ociężała. Brr... 

    - Jesteś szalenie zdyscyplinowaną artystką.

    - Chyba jednak nie. Jestem silna, owszem, ale niesystematyczna. Łatwo się zapalam do różnych pomysłów i łatwo mi się nudzą. Szukam więc ciągle czegoś nowego. Ale mój organizm odwdzięcza mi się za moją dbałość o niego. Kiedy po poważnym wypadku błyskawicznie doszłam do siebie, dosłownie z dnia na dzień zdrowiałam, lekarze nie wierzyli własnym oczom. A ja wierzę, że jak bardzo się czegoś chcę, to moje ciało zawsze mi się podporządkuje! Choruję bardzo, bardzo rzadko. 

    - Czyli zostało nam nam zachęcić wszystkich do ruszania się i do głodowania od czasu do czasu?

    - Boję się tylko, że przeczyta to jakiś lekarz i podniesie larum, że zwariowałam! 

    - A więc może "przed użyciem przeczytaj ulotkę lub skontaktuj się z lekarzem"?

    - O, właśnie! 

    - Dziękuję za pouczającą rozmowę.

Gazeta Olsztyńska
Rina BURZYK
Artykuly
1997-lut-21 Mister Tulipan odkrywa Amerykę
1996-sie-09 Sanatorium psychiczne
1995-lis-23 Nie je, nie pije, a śpiewa i żyje...
1995-lis-16 Kołysanie, szczytowanie
1995-sie-31 Z olsztyńskiego księstwa do krakowskiego amfiteatru
1995-sie-16 Wieczór z "Czerwonym Tulipanem"
1995-lip-11 Artyści w górę - "Czerwony Tulipan" z kompaktem
1995-lip-11 Neptun docenił - "Czerwony Tulipan" z kompaktem
1995-cze-02 Dyskretny urok melancholii
1995-maj-12 Struny Stefana
1995-sty-25 POGADAJMY PRZY KAWIE z Ewą Cichocką
1994-sie-17 Olsztyński zamek jeszcze stoi
1994-sie-01 Do czterech razy Sztuka
1994-lip-01 Prowokacja poezją
1994-maj-06 Ja chcę wzruszać
1988-lis-17 Czerwony Tulipan rozkwitł w Łodzi
0001-sty-01 Przenieście nam stolicę do Olsztyna


Copyright © 2001 version 0.9pre1  Czas generowania strony: 0.015656 sekund