Home
ZolV
Zasoby

tytuł:  Mister Tulipan odkrywa Amerykę

Wyjechać za Wielką Wodę, odkryc Amerykę - zamorskie marzenie. Olsztyński eksportowy zespół "Czerwony Tulipan" wyjechał, odkrył i wrócił.

NIE ZAMYKAJ OCZU

Odkrywanie Ameryki przez "mistera Czerwonego Tulipana" (takie "nazwisko" widniało na pierwszej, otrzymanej wizie wjazdowej do Stanów Zjednoczonych, co opóźniło wyjazd zespołu o kilka dni) zaczęło się od kasety. Chicagowski młody menedżer Jarosław Łazarski znał olsztyński zespół ze słyszenia. Przez polską radiową "Trójkę" złapał kontakt i 25 stycznia "Czerwony Tulipan" wylądował w Chicago.

- Po jedenastu godzinach lotu, zakręceni zmianą czasu i oszołomieni nadmiarem wrażeń trafiliśmy wprost na salę koncertową Copernicus Center - opowiada Ewa Cichocka. - Nie było nawet czasu, żeby zajechać do hotelu. Próba i koncert. Byliśmy pełni niepokoju - jak przyjmie nas publiczność, jak będzie się nam grało razem z "Kliką"...

Menager zaprosił bowiem na wspólną trasę koncertową ten sprawdzony już na polonijnoamerykańskim rynku bydgoski kabaret. Koncert nagłaśniał doskonały akustyk - były basista z niegdysiejszego zespołu "No To Co". I grało się nam dobrze.

- Nad podziw dobrze - dodaje Krystyna Świątecka - tylko nie mogłam zamknąć oczu podczas gry na flecie. Bo natychmiast miałam ochotę się przewrócić. Zmiana czasu dawała o sobie znać.

ponad czterysta osób na widowni ciepło kupowało przeboje "Tulipana". A po koncercie garderoba zaroiła się od... olsztyniaków. - I tak się działo za każdym razem - śmieje się Stefan Brzozowski. - W pewnym momencie "Klika" doszła do wniosku, że istnieje prawdziwa mafia olstyńska, która rozsyła wici na nasz temat. Zgłaszali się do nas olsztyniacy, o których nie mieliśmy pojęcia. Rzeczywiście sporo ich w Ameryce.

UPIORNE BUCIORY

W Stanach koncentruje się niezależnie od miejsca, czasu i okoliczności - wyłącznie w weekendy. Zespół miał więc czas, by odkrywać Amerykę. Obejrzeli słynne polskie chicagowskie "Jackowo", zwiedzali kluby, restauracje, puby. Także te, gdzie grają prawdziwego czarnego bluesa. - Ale w murzyńskie dzielnice nie zapuszczaliśmy się - zastrzega Ewa Cichocka. - Odradzali nam to przyjaciele.

Ci sami, którzy pierwszą kolację zaserwowali olsztyniakom w amerykańskim stylu. - Wszystko było w jednorazowych opakowaniach, gotowe, wprost ze sklepu. Z obowiązkowymi "czikenami". Ukołam nawet teorię - z powagą twierdzi Ewa - że gdybyśmy kiedykolwiek chcieli wstrząsnąć Ameryką, to wystarczyłoby zabrać kurczaki i wyłączyć prąd. Już byłaby nasza...

Wyłączony z nagła podczas jednego z koncertów prąd nie uciszył jednak "Czerwonego Tulipana". Zespół odstawił głuche mikrofony i zaśpiewał unplugged, szokując i zachwycając publikę, która nie sądziła, że tak można. A prąd włączono godzinę po zakończonym koncercie.

Na koniec pobytu w Chicago zespół odwiedził jeden z odlotowych sklepów obuwniczych i - po jednomyślnych zakupach - postanowił zmienić nazwę na "Upiorne buciory"...

Obuci po nowemu olsztyniacy wsiedli w duży samochód i ruszyli w dwudniową trasę - do Kanady.

NA CZWORAKACH
DO NIEBA
W drodze do Kanady zachaczyli o Niagarę. Pół dnia spędzili na obfotografowywaniu się na tle słynnego wodospadu. Z nadzieją na powrót wrzucili też do wody parę złotówek...

Autostradą prostą jak strzała, bez zakrętów, bez niespodzianek, po dwóch dniach dotarli do Toronto. - Ale zasnąć za kierownicą na takiej autostradzie po prostu nie sposób - wyjaśnia Stefan Brzozowski. - Kiedy złapiesz choćby jednym kołem pobocze, to rozlega się potworne wycie, które obudziłoby nawet nieboszczyka...

Do Toronto dotarli późnym wireczorem i żałując czasu na spanie z miejsca ruszyli w miasto. Stoi tu najwyższy na świecie budynek - wierza obserwacyjna mierząca sobie 553 metry. - Na wysokości bodaj 340 metrów jest podłoga z pleksi. Wejście na nią to prawdziwe przeżycie, najprawdziwsze ciarki na grzbiecie i paraliż - otrząsa się na wspomnienie Krystyna Świątecka. - Zupełnie jakby wisiało się nad ziemią. Niektórzy wchodzą na tę podłogę na czworakach, pomalutku i z obłędem w oczach.

Trzy koncerty w Toronto i w okolicach. Jeden w nowym klubie "Eldorado", dwa w szkole. - Nasze oczekiwania, jeśli chodzi o frekfencję, trochę się z kanadyjską rozminęły - bez żalu mówi Stefan Brzozowski. - Ale też nie jesteśmy jeszcze Drozdą. Ten pierwszy wyjazd przetarł szlaki. Nasze koncerty obserwowali ludzie od reklamy. A potem gratulowali, zapowiadając, że kiedy przyjedziemy następnym razem, to rozreklamują nas za darmo.

NEW YORK, NEW YORK...

W Nowym Jorku zjawili się po kolejnych dwóch dniach spędzonych w samochodzie. Walizki zostawili na Manhattanie, w hotelu prowadzonym przez "Big Johna", dwumetrowego Polaka o łapach jak bochenki. I od razu ruszyli na podbój Broadwayu - czyli dwie ulice dalej. - Nie mogłam sobie odmówić - śmieje się Ewa Cichocka - i odtańczyłam na Broadwayu "New York, New York". Szkoda tylko, że było tak późno i wszyscy reżyserzy, wszyscy producenci już spali. Ale następnym razem...

Manhattan najpierw ich przytłoczył. - Wokół same drapacze chmur, a w górze, między nimi maciupeńki skraweczek nieba - opowiada Krystyna świątecka. A potem popadli w zachwyt. - To naprawdę pępek świata - podnieca się Stefan Brzozowski. - Nigdzie w środku nocy nie ma takiego ruchu, nigdzie taksówki nie jeżdżą tak szybko, nie trąbią tak klaksony, nie wyją syreny policyjne. I nigdzie nie spotkasz tak wielu tak absolutnie różnych ludzi. Każdy inny i nikogo to nie bulwersuje. miałem zamiar pójść z gitarą i czapką na ulicę, żeby móc powiedzieć, że grałem na Broadwayu... Ale nie wystarczyło czasu.

- Za mną nikt się nie oglądał. I to było cudowne - z zachwytem twierdzi Ewa Cichocka. - Tam człowiek czuje się naprawdę wolny.

Trzy koncerty w Nowym Yorku zakończyły amerykańską trasę "Czerwonego Tulipana". Pierwszą, ale chyba nie ostatnią.> - Z koncertu na koncert czuliśmy się coraz lepiej, jak u siebie. Publiczność okazała się tak samo wrażliwa jak olsztyńska i jak polska. A nasz menager stwierdził, że owszem spotyka podobnych do nas ludzi, ale pojedynczo, nigdy w stadzie. I już zaprosił nas na następne turnee, być może w przyszłym roku.

Gazeta Olsztyńska
Rina BURZYK
Artykuly
1997-lut-21 Mister Tulipan odkrywa Amerykę
1996-sie-09 Sanatorium psychiczne
1995-lis-23 Nie je, nie pije, a śpiewa i żyje...
1995-lis-16 Kołysanie, szczytowanie
1995-sie-31 Z olsztyńskiego księstwa do krakowskiego amfiteatru
1995-sie-16 Wieczór z "Czerwonym Tulipanem"
1995-lip-11 Artyści w górę - "Czerwony Tulipan" z kompaktem
1995-lip-11 Neptun docenił - "Czerwony Tulipan" z kompaktem
1995-cze-02 Dyskretny urok melancholii
1995-maj-12 Struny Stefana
1995-sty-25 POGADAJMY PRZY KAWIE z Ewą Cichocką
1994-sie-17 Olsztyński zamek jeszcze stoi
1994-sie-01 Do czterech razy Sztuka
1994-lip-01 Prowokacja poezją
1994-maj-06 Ja chcę wzruszać
1988-lis-17 Czerwony Tulipan rozkwitł w Łodzi
0001-sty-01 Przenieście nam stolicę do Olsztyna


Copyright © 2001 version 0.9pre1  Czas generowania strony: 0.01326 sekund